środa, 30 stycznia 2008

Brewster

Pozostaniemy na jakiś czas w temacie stereoskopów,  czyli urządzeń bez których nie można by w pełni docenić piękna fotografii trójwymiarowej.  Cóż to takiego jest?  Stereoskop to przyrząd do rozdzielnej obserwacji lewym i prawym okiem dwóch sprzężonych perspektywicznie obrazów, dzięki czemu otrzymuje sie jeden obraz przestrzenny.  Pierwszy stereoskop zastał wynaleziony już w 1838 roku przez angielskiego fizyka Charlesa Wheatstone'a.  Było to urządzenie,  w którym nałożenie obrazów osiągało się za pomocą dwóch luster nachylonych do siebie pod kątem prostym,  a do otworów ocznych ok. 45 stopni.   Zdjęcia umieszczano z lewej i prawej strony stereoskopu.  Znacznie lepszym urządzeniem był stereoskop opracowany przez szkockiego naukowca Sir Davida Brewstera w 1849 roku z dwoma soczewkami powiększającymi,  ustawionymi w odległości 2,5 cala od siebie, to znaczy w odległości równej rozstępowi oczu u  człowieka.  Zdjęcia umieszczone były naprzeciwko oczu co stwarzało wielki komfort oglądającemu.  W 1853 roku w samej Anglii sprzedano ponad milion pryzmatycznych stereoskopów Brewstera w cenie (uwaga!!!) poniżej jednego dolara za sztukę.  I komu ta cena przeszkadzała???

  

  

Stereoskop Brewstera

niedziela, 27 stycznia 2008

Pięćdziesiątka

Hip, hip, hurra!!!  To już pięćdziesiąty raz skreślam te kilka słów na temat wiadomy.  Tak jak obiecałem w dwudziestym piątym poście pokażę Wam w nagrodę za wytrwałość znowu trzy śliczniutkie i starutkie stereoskopy stołowe.  Nie ukrywam,  że bardzo lubię te szafki,  i czuję do nich jakiś szczególny sentyment.  Sam nie wiem dlaczego.  Może dlatego,  że są takie duże i mimo swojej wielkości oparły się próbie czasu.  Może dlatego,  że czuć w nich ten cudny zapach historii.  Patrząc w ich okulary myślę sobie zawsze "Ciekawe kto przede mną tam zaglądał? Może ktoś bardzo znany?  Jaką drogę przeszedł ten stereoskop zanim trafił pod mój dach?  Gdzie leżał w czasie wszystkich wojen i zawirowań?  Kto i w jaki sposób się o niego troszczył i z jakich to pobudek musiał się go pozbyć?".  Historia lubi tworzyć wprost niesamowite scenariusze,  ktorych człowiek nie umiałby wymyśleć.  Czasami także zadaję sobie pytanie "Co będzie z nimi dalej?  Czy ktoś z moich bliskich przejmie po mnie pałeczkę,  czy eksponaty rozejdą się po świecie?"  Oj chyba się trochę za bardzo zadumałem... Przecież nie jestem znowu taki stary,  a plany mam ambitne jak cholera!!!  Najbliższe to spotkać się z Wami siedemdziesiąty piąty raz!!!

  

Mettez     1920

  

Educa     1920

  

Stereoskop nieznanej marki -  początek XX wieku

czwartek, 24 stycznia 2008

Magnezja

A jak sobie przyświecano przy robieniu zdjęć stereoskopowych przed wynalezieniem żarówki spaleniowej?  Poszperałem trochę w dolnej szufladzie szafy i znalazłem odpowiedź na to nurtujące pytanie.  Używano wtedy magnezji do doświetlania obrazu. Łatwo-  i szybkopalny proszek magnezjowy wsypywano do specjalnie skonstruowanej lampy,  posiadającej w sobie mechanizm iskrowy podobny jak w zapalniczkach.  Naciągało się sprężynę napinającą tulejkę o szorstkiej powierzchni.  Do powierzchni tej dociskał najzwyklejszy kamień taki jak do zapalniczek.  Jeden ruch palca,  a szorstka tuleja pocierała o kamień w efekcie czego powstawała iskra,  która padała na rozsypaną magnezję.  Błysk, tumany dymu i kaszel fotografa oznajmiał wszem i wobec,  że zdjęcie zostało zrobione.  Pozostawały tylko szeroko otwarte oczy i usta będących w szoku  fotografowanych...

  

Lampy magnezjowe z tyłu i z przodu

poniedziałek, 21 stycznia 2008

Flesze

Ozdobą każdego samochodu są reflektory.  Błyszczące,  chromowane z zapastowaną najmniejszą ryską,  zwracają uwagę miłośników motoryzacji.  Podobnie rzecz się ma w fotografii,  gdzie  dodatkowym wyposażeniem przykuwającym wzrok fotofanów są flesze czyli lampy błyskowe.  Szczególnie oryginalne są lampy na żarówki spaleniowe,  których stylistyka jest bardzo dokładnie zaplanowana,  aby razem z aparatem tworzyły jedną harmonijną całość.  Dzisiaj w większości aparatów analogowych jest zamontowana specjalna stopka na flesz lub gniazdko do podłączenia kabla od lampy.  Rodzaj flesza nie gra roli,  bo pasuje każdy do każdej marki aparatu.  Kiedyś było to nie do pomyślenia.  Wytwónie prześcigały się w oryginalności połączeń,  oryginalności kształtów i konstrukcji.  Lampa od danego aparatu nie mogła być użyta do innego,  bo po prostu nie pasowała.  Porównajcie sobie drodzy moi zdjęcia stereoaparatów z zamontowanym fleszem ze zdjęciami tych  aparatów "soute" (posty z października 2007).  Nie ma porównania.  A jak jeszcze taka lampa błysnęła po oczach...to był efekt!!!

  

Realist 35 i 28 z fleszami dwojakiego typu

 

"Spaleniówki" do aparatów Revere 33 i View-Master Personal Stereo Camera

  

Stereo Graphic i Delta Stereo z lampami

  

"Reporterskie" flesze do TDC Stereo Vivid  i Kodaka 35 Stereo

 

PS. To co się dzieje na liście najlepszych blogów przechodzi moje najśmielsze oczekiwania.  Wierzcie,  że jestem niebywale miło zaskoczony dotychczasowym przebiegiem głosowania.  Dziękuję i ....proszę o jeszcze!!!

piątek, 18 stycznia 2008

Niemieckie stereo - po raz trzeci

Do trzech razy sztuka,  więc ostatni raz pomęczę Was niemieckimi firmami fotograficznymi.  Contessa to wytwórnia prosperująca dość krótko.  W 1908 powstała firma Drexler & Nagel,  która po roku (1909) przechrzciła się na Contessa Camera Werke a po dziesięciu (1919)  na Contessa Nettel.  Zakład istniał do 1926 roku...ach ten żarłoczny Zeiss Ikon.  Duchessa Stereo (post z 7.01.2008)  i Citoskop (post z 2.10.2007)  to najbardziej udane aparaty stereoskopowe tej firmy. 

 Inną wytwórnią produkującą aparaty do fotografii trójwymiarowej był monachijski Rietzschel.  Firma założona w 1896  działała przez 28 lat by w 1925 roku zmienić nazwę na... a właśnie,  że nie na Zeiss Ikon, tylko na Agfa.  Produkowała ona takie aparaty jak Kosmo-Clack,  Platten-Clack czy Universal Heli-Clack. 

 Grzechem by było nie wspomnieć o przodku dzisiejszej firmy Rollei czyli o brunszwickim Franke & Heidecke,  wytwórni założonej w 1920 roku.  To tu właśnie stworzono jedną z pierwszych lustrzanek trójobiektywowych,  stereoskopowego Heidoscopa (post z 3.09.2007) i jego następcę,  aparat 3d na błonę zwojową Rolleidoscop.  Ten ostatni był praszczurem znanej do dzisiaj lustrzanki dwuobiektywowej Rolleiflex.

  

Rietzschel Cosmo-Clack    1914-1920

 

PS. Bardzo dziękuję za konkursowe SMS-y wysyłane na ten blog.  Dotychczasowa pozycja w rankingu utwierdza mnie w przekonaniu,  że to co robię jest przydatne.  Ktoś to czyta,  ktoś o tym mówi,  ktoś o tym myśli,  ktoś na to głosuje!!!  I oto właśnie w tym wszystkim chodzi!!!

wtorek, 15 stycznia 2008

Niemcy jeszcze raz

Wytwórnią,  która zaznaczyła swoje miejsce w historii stereoskopii niemieckiej była drezdeńska  ICA.  Firma powstała w 1909 roku i funkcjonowała do 1926 roku,  kiedy to podobnie jak większość innych weszła w skład Zeiss Ikona AG. (znanego od 1959 roku jaku  VEB Pentacon).   ICA także była efektem połączenia się kilku zakładów między innymi frankwurckiego Krugenera(1882),  drezdeńskiego  R.Huttig AG. (1862) ,  czy Palmosa AG, (1900) i jego następcy Carla Zeissa (1902).  Zakłady ICA kontynuowały produkcję swoich poprzedników oraz były autorem kilku własnych oryginalnych konstrukcji.  Do najbardziej znanych aparatów stereoskopowych tej firmy należą cała seria Polyscopa,  Stereo Ideal,  Stereolette,  Stereo Palmos,  Stereo Reicka i wiele,  wiele innych.

  Drugą, nie mniej znaną firmą produkującą sprzęt stereo była założona dwadzieścia lat wcześniej wytwórnia Heinricha Ernemanna,  niemieckiego przemyslowca (1859-1928),  który otworzył ją na swoje trzydzieste urodziny  (swoją drogą to bardzo sympatyczny prezent urodzinowy...).   Enoflex Stereo (post z dnia 6.09.2007 r.),  Heag czy Nansen to tylko kilka produktów do fotografii 3d z olbrzymiej listy aparatów tej wytwórni.  Ernemann Werke AG. podzielił los młodszego brata kończąc w rękach Zeiss Ikona dwa lata przed śmiercią Pana Heinricha.  

   

ICA Polyscop 609    1911-1926

 

PS.  Jeżeli uważacie,  że ten blog spełnia Wasze oczekiwania zagłosujcie na niego w konkursie na Blog Roku.  Już można.  Głosujemy do 29.01 do godziny 12,00.   Pozdrawiam i z góry dziękuję!!! 

sobota, 12 stycznia 2008

Niemcy

Chcąc opisać historię niemieckiej stereofotografii możnaby pisać długo i namiętnie,  bo niemcy od początku wynalezienia pierwszych zdjęć byli zawsze w czołówce.  Wspólnie z francuzami wodzili prym w kształtowaniu rozwoju fotografii w Europie i na świecie.   Niezliczona ilość firm produkujących aparaty i osprzęt do nich,  wchłanianie mniejszych zakładów przez większe,  różnego rodzaju fuzje sprawiły,  że bardzo trudno opisać to w kilku słowach. Ograniczę się do przedstawienia kilku ważniejszych firm,  które zaznaczyły swoje miejsce w niemieckiej historii fotografii stereoskopowej od końca dziewiętnastego wieku do lat czterdziestych wieku dwudziestego.  Zacznijmy więc od Petera Wilhelma Friedricha Voigtlaendera.  Ów wiedeński optyk,  właściciel zakłaładu optyczno-mechanicznego założonego przez jego dziadka w Wiedniu 1756 roku był założycielem najstarszej wytwórni fotograficznej w Brunszwiku (1849 r.).  Firma ta prosperowała do 1966 roku czyli blisko 120 lat,  kiedy to została wchłonięta przez Zeiss Ikon (Zeiss Ikon pożarł wcześniej czy później większość zakładów fotograficznych w Niemczech).  Najlepszymi produktami Voigtlaender AG.  były niewątpliwie aparaty stereoskopowe Stereflektoskop (zdjęcia w poście z dnia 14.09.2007) oraz niepozorny ale bardzo ciekawy Stereophotoskop.  Aparat miał kasetę na 12 zdjęć formatu 4,5x10,7 oraz dość jasne jak na owe czasy obiektywy Heliar własnej konstrukcji.

  

Stereophotoskop    1904-1922

czwartek, 10 stycznia 2008

Lentikulary

Na pewno wpadła Wam kiedyś w ręce pocztówka z japoneczką,  która mruga oczkiem lub raz jest w w kimonie a raz... przyjemnie na nią popatrzeć.  Taka pocztówka to jeszcze jeden rodzaj obrazu stereoskopowego, tym razem bez użycia stereoskopów, okularów, przeglądarek i dziwnych urządzeń.  Oczywiście tylko pozornie bez użycia,  ponieważ w takich zdjęciach mają zastosowanie tak zwane folie lentikularne czyli soczewkowe.  Cóż to jest?  Otóż taka folia zbudowana jest z szeregu podłużnych,  owalnych soczewek ułożonych wzdłuż jednego z boków.  Kształt soczewek powoduje iż patrząc przez nie na specjalnie spreparowane zdjęcie (najczęściej są to cieniutkie paski z kilku obrazów ułożone w pewnym porządku jeden obok drugiego),  każde oko widzi co innego i mamy wrażenie głębi.  Żeby zrobić takie zdjęcie nie wystarczy tylko stereopara.  Trzeba zrobić przynajmniej trzy lub więcej przesuniętych zdjęć.  Służą do tego specjalne wieloobiektywowe aparaty.

  

Nimslo 3D    1980

  

Nishika 3D  N 8000     1980

poniedziałek, 7 stycznia 2008

Anaglify

Cóż to takiego anaglif?  Internetowy słownik haseł krzyżówkowych  (lubię opierać się na ciekawych źródłach) głosi,  że  anaglif to dwa wydrukowane w różnych barwach i przesunięte względem siebie obrazy jednego przedmiotu.  Idąc tym tropem porównajmy go z klasyczną stereoparą.  I tu i tu mamy do czynienia z dwoma zdjęciami,  ale o ile stereopara to zdjęcia leżące obok siebie,  to w anaglifie zdjęcia  są na siebie nałożone.  Drugą bardzo widoczną róznicą jest sam kolor fotografii.  W anaglifie obie części składowe mają zróżnicowane kolory.  Najczęściej jedna jest niebieska, druga czerwona.  Jest to niezbędne,  ponieważ anaglify ogląda się przez specjalne okulary,  które mają na celu to,  by każde oko oglądało swoją połowę.  Oko za czerwoną szybą nie widzi czerwonego,  a za niebieską niebieskiego.  W sumie do mózgu dochodzą dwa zupełnie inne obrazy (podobnie jak w klasycznych steroparach),  co w efekcie daje złudzenie widzenia głębi.  Owe zróżnicowanie kolorów w anaglifach powoduje dużą stratę w barwach i kontraście,  ale dla każdego coś miłego.  Znam osoby, które nie lubią anaglifów ale  znam też  i ludzi dla których ta forma trójwymiaru jest tą jedyną!!! Zapraszam na stronę  www.anaglyph.pl  gdzie mozna obejrzeć zdjęcia właśnie w tej postaci,  autorstwa Jurka Mazura. 

  

Contessa Nettel Duchessa Stereo    1913-26

czwartek, 3 stycznia 2008

Tissues

W latach 1865-1875 szczególnie w Europie bardzo popularne były zdjęcia stereoskopowe na półprzezroczystym papierze albuminowym,  tak zwane tissues.  Było to coś pośredniego między normalną odbitką pozytywową a diapozytywem.  Jak patrzyło się na takie cudo "normalnie",  wyglądało na "normalne" zdjęcie w kolorze sepii.  Jak popatrzyło się pod światło,  oczom naszym ukazywał się (uwaga!!!) wielobarwny slajd.  Zapytacie jak to możliwe?  Otóż z tyłu fotografia była po prostu ręcznie malowana farbami.  Bardzo często nakłuwano widoczne na zdjęciu okna czy punkty świetlne aby zwiększyć efekt iluminacji.  Tissues oprawiane były w ozdobne tłoczone tekturowe ramki a przedstawiały scenki rodzajowe,  krajobrazy,  ludzi,  zwierzęta,  rośliny,  czyli wszystko to,  co uchwyciły wszędobylskie obiektywy wszędobylskich paparazzich.

  

Tissue w świetle padającym

  

To samo zdjęcie w  świetle przechodzącym

  

London in 3D - litewskie anaglify.

Kolejny album zdjęć stereoskopowych, którym chciałbym się z Wami podzielić, to "London in 3D". Tytuł ten już parokrotnie przewijał...