poniedziałek, 27 sierpnia 2012

View-Master Personal Camera

Kiedy zaczynałem pisać ten blog (we wrześniu minie okrągłe pięć lat) i prezentować swoją kolekcję,  nie bardzo wdawałem się w szczegóły techniczne zebranych sprzętów.  Ponieważ część czytelników prosiła mnie o dokładniejsze opisy, wrócę do wcześniej pokazywanych a nie omawianych urządzeń.  Zacznę od View-Master Personal Camera,  aparatu do zdjęć stereoskopowych na film małoobrazkowy,  wyprodukowanego w 1952 roku przez niemiecką  Stereocraft Engineering Company dla koncernu Sawyer w Portland (Oregon, USA).  Urządzenie to robiło zdjęcia formatu 11,9x12,9 mm,  które to po włożeniu w specjalne tarcze oglądało się w przeglądarkach typu View-Master.  Unikalną cechą aparatu była możliwość ekpozycji na jednej klatce dwóch obrazów (jeden na górze a drugi na dole),  przez co w pełni wykorzystywało się cały film.  Po założeniu kliszy trzeba było ustawić pokrętło zamontowane między obiektywami w pozycji „A” dzięki czemu naświetlało się tylko dolną część światłoczułej emulsji,  a po skończeniu filmu przestawiało się pokrętło na pozycję „B”,  by naświetlić górę.  Pozycje A i B zsynchronizowane były z pokrętłem przewijania,  które to kręciło się odpowiednio w prawą i w lewą stronę przesuwając film do końca a potem spowrotem.  Obiektywy zastosowane w View-Masterze to anastigmaty o ogniskowej 25 mm.  Rozmieszczone były w odległości 61,5 mm. i miały zakres przysłony od 3,5 do 16.  Od 1,2 metra do nieskończoności nie trzeba było się martwić o ostrość.  Zastosowana w aparacie migawka gilotynowa pozwalała robić zdjęcia w czasach 1/10,  1/15,  1/25,    1/50 i  1/100 sekundy.  W celowniku zamontowano poziomicę co w przypadku robienia stereopar jest bardzo użytecznym gadżetem.  View-Master Personal Camera wyposażony był w dwa gniazda do lampy błyskowej.  Jedno było tradycyjne,  do każdego rodzaju lamp a drugie do lampy specjalnie dedykowanej do tego aparatu.  Normalnie View-Master robiony był w kolorze czarnym,  aczkolwiek wyprodukowano także niewielką serię beżowych aparatów.  Popularnie zwane w Stanach Zjednoczonych „Beige V-M Personal Camera” osiągają teraz na aukcjach trzy a czasem i czterokrotnie większą cenę niż czarne.  Myślę,  że ta różnica nie wynika z przyczyn...  rasowych.

 

 

 

View-Master Personal Camera.                         1952

 

 

 

Aparat z lampą błyskową.

 

 

 

Wersja czarna i beżowa urządzenia.

 

 

 

 

środa, 22 sierpnia 2012

Haneel Tri-Vision Viewer

Dzisiaj obejrzycie bardzo sympatyczny,  ręczny stereoskop Haneel Tri-Vision.  Urządzenie to powstało w 1946 roku w Stanach Zjednoczonych i było dedykowane do aparatu o tej samej nazwie,  wywodzącego się z firmy The Haneel Company z Los Angeles.  Przeglądarka obsługiwała (i obsługuje do dziś) slajdy formatu 26 x 34 mm.  Te dość nietypowego rozmiaru diapozytywy uzyskiwało się na filmie Eastman 828 wykorzystywanym w aparacie Haneel Tri-Vision.  Podobnie jak aparat i stereoskop (a właściwie sam jego korpus) wykonany  był z łatwo tłuczącego się bakielitu w kolorze czarnym lub brązowym.  Oprawa soczewek i przednia ścianka z dyfuzorem były metalowe.  Żeby zobaczyć trójwymiarowy efekt,  zdjęcia należało wsadzić do specjalnie zaprojektowanych ramek o wymiarach 5 x 9 cm.  Może słowo "ramka" to za dużo powiedziane,  bo był to odpowiednio wyprofilowany kawałek przezroczystego tworzywa z czterema nacięciami po lewej i czterema po prawej stronie,  w które to nacięcia wkładało się rogi (wyciętego wcześniej z wywołanego filmu) prostokątnego kadru.  Całość została skonstruowana w taki sposób,  że ni jak nie można było obejrzeć zdjęć zrobionych innym aparatem i oprawonych w inne ramki.  Okulary wyposażone w dość słabe soczewki miały możliwość regulacji ostrości dla każdego oka osobno.  Design i wykończenie stereoskopu bardzo przypomina firmowy aparat fotograficzny,  przez co oba urządzenia pięknie się ze sobą komponują,  stwarzając jedną,  niepowtarzalną całość.  Ale pewnie o to właśnie chodziło projektantom.

 

Haneel Tri-Vision Viewer.            1946

 

Przeglądarka z widoczną specjalną "ramką" na slajdy.

 

Stereoskop z aparatem do zdjęć trójwymiarowych.

niedziela, 12 sierpnia 2012

Stereospekt

Spieszę dziś pochwalić się swoim najnowszym nabytkiem,  jakim jest przepiękny stereoskop stołowy "Stereospekt".  Urządzenie to zostało wyprodukowane około 1910 roku przez niemiecką firmę ICA.  Model ten przystosowany jest do oglądania diapozytywów szklanych formatu 4,5 x 10,7 cm.  Stereospekt wykonany jest z polerowanego mahoniu i co tu dużo gadać,  jest naprawdę piękny!  Nie jest może tak duży jak inne stołowe przeglądarki ale wspaniale odzwierciedla głębię,  bez żadnych aberracji czy podobnych zniekształceń.  To wszystko dzięki starannie wypolerowanym soczewkom z możliwością regulacji ostrości.  Mechanizm działania urządzenia jest prosty jak budowa cepa.  Zdjęcia umieszcza się w specjalnym magazynku na 12 fotografii,  który to magazynek przesuwa się za pomocą dźwigni zamontowanej po prawej stronie urządzenia.  I tu zaczyna się mały problem,  bo nie mam takiego magazynka.  Znalazłem w internecie zdjęcia i chyba pójdę do mojego znajomego (takiej złotej rączki),  to może mi go dorobi.  A może ktoś z Was wie o takim czymś?  Taki magazynek pełni jeszcze jedną bardzo ważną rolę,  mianowicie doskonale chroni szklane płyty przed uszkodzeniem.  Na początku ubiegłego stulecia producent do stereoskopu dodawał jeszcze specjalną szafkę na magazynki,  na którą to kładło się Stereospekta i w wygodnej pozycji podziwiało się trójwymiarowe obrazy.  W szafce mieszczącej 24 przegródki,  bezpiecznie znajdowało schronienie 288 stereopar.  Na razie u mnie jest tylko stereoskop,  ale i tak jestem z niego bardzo dumny.  Reszta...  może kiedyś???

 

 

Stereospekt                 1910

 

 

Otwarty stereoskop.  Na ściance z okularami widoczne pokrętło regulacji ostrości.  Po prawej stronie z boku na górze widoczna dźwignia przesuwu magazynka.

 

 

Magazynki do Stereospekta.

(źródło - www.ebay.com)

 

 

Dwa loga na stereoskopie.  Jedno logo producenta (niżej),  drugie logo dystrybutora (wyżej).

wtorek, 7 sierpnia 2012

Twoja "stereo" klisza z Powstania

4 sierpnia w Warszawie,  z inicjatywy Muzeum Powstania Warszawskiego,  już po raz szósty przeprowadzona została gra miejska "Twoja klisza z Powstania",  upamiętniająca kolejną rocznicę wybuchu Powstania Warszawskiego.  Celem gry było pokonanie wyznaczonej trasy oraz wykonanie dokumentacji fotograficznej.  Podczas tej edukacyjnej zabawy uczestnicy rozwiązywali zagadki i brali udział w inscenizowanych wydarzeniach odwołujących się do powstańczych realiów.  Polski Klub Stereoskopowy,  który był jednym ze współorganizatorów akcji,  zachęcał w trakcie jej trwania do robienia zdjęć trójwymiarowych i dokumentowania historii w technice stereoskopowej.  Jakie będą efekty naszych poczynań?  Zobaczymy!  Na pewno o tym napiszę.  Mam nadzieję,  że powstanie jakaś "stereo" klisza...  A skoro już się spotkaliśmy w Warszawie,  nie sposób było nie skorzystać i nie upiec dwóch pieczeni przy jednym ogniu.  Dla nas,  klubowiczów,  był to jednocześnie XIV Ogólnopolski Weekend Stereoskopowy,  czyli pokazy polaryzacyjne naszych prac,  dyskusje i plener fotografii trójwymiarowej.  Niewątpliwą atrakcją spotkania była obecność Andrzeja Nicewicza,  który przybliżył nam obsługę i funkcjonowanie stworzonego przez siebie programu do obróbki zdjęć 3D,  konwersji i tworzenia lentikularów.  Udowodnił tym samym,  że nie taki diabeł straszny i nawet w domowych warunkach można zrobić bardzo dobry obraz pod folią soczewkową.  No cóż,  człowiek uczy się całe życie.  Z nowym zasobem wiedzy w niedzielne popołudnie rozjechaliśmy się do domów.  To nic,  że niektórych jeszcze do tej pory bolą nogi  (bo trochę kilometrów zrobiliśmy).  Pozostały fotografie,  miłe wspomnienia i plany następnego spotkania.

 

Uwaga,  Szkopy!!!  Uliczna inscenizacja.

(fot.  Jerzy Mazur)

 

Wraz z Krzysztofem dyżurowaliśmy przy kładce na Chłodnej.  Obok nas powstańcze dziewczyny - Nikoletta i Kasia.

(fot.  Jerzy Mazur)

 

Członkowie i sympatycy Polskiego Klubu Stereoskopowego na trasie gry.

(fot.  Janusz Białas)

 

Jurek i Mirek udzielają wywiadu na temat obrazowania 3D.

(fot.  Janusz Białas)

 

Andrzej (po prawej w niebieskiej koszuli) zdradza tajniki lentikularów.

(fot.  Janusz Białas)

 

Co wytrwalsi członkowie PKS-u z przesympatyczną właścicielką staromiejskiej dorożki.

(fot.  Magdalena Ostrowska)

czwartek, 2 sierpnia 2012

Zapiecek, Rybaki, Kanonia...

W Fotoplastikonie Warszawskim Muzeum Powstania Warszawskiego wraz z Archiwum Państwowym miasta stołecznego Warszawy przygotowały niecodzienną wystawę fotograficzną ukazującą stolicę z początku XX wieku.  Autorem trójwymiarowych obrazów jest fotograf warszawski Zdzisław Marcinkowski. Urodził się w Warszawie w 1880 roku.  Wraz z rodzicami mieszkał przy ulicy Bednarskiej 23.  Młody Marcinkowski wcześnie rozpoczął pracę zarobkową,  praktykował w składzie win Neugebauera,  następnie jako urzędnik w firmie winiarskiej braci Seydel,  pracował w firmie optycznej Berent i Plewiński mieszczącej się przy Krakowskim Przedmieściu.  Pasją Marcinkowskiego była fotografia,  której nauczył się sam.  Fascynacja nią połączona z zainteresowaniami krajoznawczymi zaowocowała tysiącami zdjęć polskich miast i miasteczek,  krajobrazów mazowieckich,  ale przede wszystkim Warszawy.  W swych wędrówkach szukał jej piękna.  Uwieczniał na szklanych negatywach pomniki architektury,  ulice,  wielkie budowle,  każdy charakterystyczny fragment,  ważne wydarzenia i zwykłe scenki z życia miasta.  Nie stronił też od jego brzydoty,  nie omijał małych,  zaniedbanych uliczek,  odrapanych budynków,  ponurych podwórek.  Ze szczególną pieczołowitością obfotografował Stare Miasto,  którego kamieniczki,  kościoły,  zaułki,  sienie,  bramy,  podcienia,  podwórka,  staromiejskich straganiarzy,  rzemieślników,  sprzedawców"pańskiej skorki",  cwaniaczków przy karcianych stolikach,  żebraków pod kościołami,  uwiecznił na setkach fotografii.  W czasie okupacji niemieckiej Marcinkowski pozostał w Warszawie,  nie zaprzestając fotografowania.  Zmienił się tylko rodzaj zdjęć,  w tej samej łazienkowej ciemni,  w której niegdyś wywoływał widoki miasta,  "fabrykowane" były dokumenty podziemnej Warszawy.  Wybuch Powstania zastał Marcinkowskiego w domu.  8 sierpnia Niemcy zajęli ulicę,  wszystkich mężczyzn,  w tym Marcinkowskiego,  zabrano i wywieziono.  Ostatnia wiadomość o nim pochodziła z Oświęcimia,  z którego został wywieziony w nieznanym kierunku (źródło - http://wawcity.pl/kultura.php?id=1089).  Oprócz klasycznych fotografii Zdzisław Marcinkowski  wykonywał  zdjęcia trójwymiarowe.  I właśnie 47 takich stereopar (z pośród 150, które zachowały się w Archiwum Państwowym m. s. Warszawy) można zobaczyć jeszcze do 5 września w Alejach Jerozolimskich 51 na wystawie "Zapiecek,  Rybaki,  Kanonia...".  Obrazy uchwycone aparatem stereoskopowym fotografa - samouka,  pokazują malownicze i nieistniejące zakamarki warszawskiej Starówki,  uroczystości patriotyczne na Rynku Starego Miasta,  tramwaje przed kościołem Świętej Anny na Krakowskim Przedmieściu, czy codzienne życie mieszkańcow tej najstarszej części stolicy.  Większość zdjęć prezentowanych jest po raz pierwszy!  Naprawdę warto to zobaczyć!
 
  
 
Plakat wystawy "Zapiecek,  Rybaki,  Kanonia..."
 
  
 
Kamienice 101 i 103 na Placu Zamkowym.
 
 
 
Targ na Szerokim Dunaju.
 
 
 
Noooże ostrzę,  noooże!!!  Uliczny szlifierz na Krakowskim Przedmieściu.

London in 3D - litewskie anaglify.

Kolejny album zdjęć stereoskopowych, którym chciałbym się z Wami podzielić, to "London in 3D". Tytuł ten już parokrotnie przewijał...