piątek, 31 grudnia 2010

Minął rok, dobry rok???

Początek nowego roku to najlepszy czas na podsumowanie mijających 365 dni.  Jakie były one dla mnie?  Jeżeli chodzi o zdrowie,  to nie mogę narzekać.  Podobno po czterdziestce,  jak człowiek wstaje z łóżka i czuje,  że go nic nie boli,  to znaczy,  że nie żyje.  Jako,  że dziesięć lat temu minąłem ten graniczny wiek,  to o czy będę mówił?  Jeżeli chodzi o sprawy rodzinne,  to daj mi Boże tak dalej!  Wszystko w najlepszym porządku - harmonia,  miłość i zrozumienie.  W pracy,  jak to w pracy.  Popyt na moje usługi z roku na rok niestety spada,  przez co i dochody systematycznie się zmniejszają.  Dodając do tego coraz to wyższe koszty utrzymania...  A z resztą sami wiecie,  żyjecie,  rozumiecie...  Ale  nie popadajmy w histerię!  Na głowę nie pada,  jest co jeść, mało tego,  wystarczy jeszcze na zainteresowania.  No właśnie.  Ten temat trochę rozwinę.  Mijający rok 2010 był dla mnie bardzo udany.  Zacznę od kolekcji,  która powiększyła się o kilkadziesiąt bardziej i mniej cennych eksponatów.  Zaliczyłem trzy wystawy swoich stereoskopowych fotografii (o wszystkich pisałem w blogu),  nawiązałem bardzo owocną współpracę z Warszawskim Fotoplastikonem (czytaj -  Muzeum Powstania Warszawskiego),  uczestniczyłem w trzech plenerach fotografii stereoskopowej (Gorzów Wielkopolski,  Dolina Noteci i Kampinos),  mądrzyłem się tu i ówdzie na temat trójwymiaru i poznałem wielu nowych znajomych.  Niektóre znajomości przeistoczyły się w przyjaźnie z czego jestem niezmiernie szczęśliwy.  Udało mi się drogą bezpośrednią (poprzez kontakt osobisty) i pośrednią (poprzez kontakt blogowy) zarazić wirusem 3D wielu osobników gatunku ludzkiego w wieku "od żłobka do nagrobka".  Na koniec,  udało mi się przetrwać w blogosferze  kolejny już rok.  Czego chcieć więcej?   Życzę zatem sobie i Wam,  by  najbliższe dwanaście miesięcy nie były gorsze od minionych.  Żeby pogoda ducha i zdrowie pozwoliły zrealizować wszystkie najskrytsze marzenia.  O swoich (związanych pośrednio z fotografią stereoskopową) napiszę następnym razem.

  

Szczęśliwego Nowego 2011 Roku!!!

(fot.  -  internet)

 

poniedziałek, 27 grudnia 2010

Fuji Real 3D W3

Co tam znaleźliście pod choinką?  Ja tradycyjnie znalazłem coś związanego ze stereoskopią.  W świątecznej torbie leżał i czekał Fujifilm FinePix Real 3D W3 - następca najbardziej innowacyjnego aparatu 2009 roku FinePix Real 3D W1.  Real 3D W3,  podobnie jak jego poprzednik,  wykorzystuje zdublowany układ 10-megapikselowych matryc (1/2,3 cala) i obiektywów o zakresie 35-105 mm (3-krotny zoom).   Nowością jest procesor obrazu RP (Real Photo) 3D HD,  dzięki któremu można nagrywać trójwymiarowe filmy w rozdzielczości HD (1280×720 pikseli,  do 30 kl/s).  Parametry techniczne aparatu znajdziecie sobie w internecie,  ja zaś chciałbym zwrócić uwagę na parę szczegółów,  które różnią oba te modele.  Otóż "trójka" w porównaniu z "jedynką" jest na pewno lżejsza i delikatniejsza.  Cechuje się nowocześniejszą i mniejszą obudową.  Z wyglądu (szczególnie z tyłu) przypomina klasyczny aparat kompaktowy a nie jak poprzedni,  konsolę do gier.  Ma większy,  wyraźniejszy i jaśniejszy wyświetlacz (a może to ostatnie tak mi się tylko wydaje).  Baza została zwężona do 75 mm ( "jedynka" miała 77) a obiektywy są nieco bardziej cofnięte,  przez co eliminuje się bardzo męczące bliki światła wpadające zazwyczaj do jednego z nich (taka złośliwość natury przy robieniu stereopar).   Szczęśliwy posiadacz obu modeli zawiedzie się bardzo licząc,  że baterię z jednego wykorzysta do drugiego i odwrotnie.  Akumulatory w obu aparatach są inne,  a nawet inny jest sposób ich ładowania.  W "jedynce" baterię ładuje się przez aparat,  gdy w "trójce" jest osobna ładowarka.  Nawet gniazdo USB różni się wielkością,  stąd i kabelki trzeba mieć dwojakiego rodzaju.  Czyżby to był taki "chwyt marketingowy"? Jedno,  co nie ulega wątpliwości to to,  że obsługa "trójeczki" nie sprawia najmniejszych problemów nawet laikowi.  Aparat sympatycznie leży w dłoni,  ale tak jak w poprzednim modelu trzeba uważać,  żeby nie zasłaniać palcem obiektywu.  Właściciele trójwymiarowych Fuji montują swoje aparaty na wygodnych "bracketach" i nie  mają już tego kłopotu.  Pozostał jeszcze problem lampy błyskowej,  która nie jest za specjalna,  ale mam nadzieję,  że w kolejnych modelach i ona będzie ulepszona.  Powinna być,  bo konkurencja jakoś przebudziła się z letargu i też zaczyna produkować cyfrowe aparaty 3D.  Cyfrówki stereoskopowe wypuściły na rynek już Chiny a w styczniu 2011 roku do sprzedaży trafić ma trójwymiarowy Rollei.  Ano,  pożyjemy - zobaczymy!

 

Opakowanie nowego Fuji

 

Nówka sztuka nie śmigana -  Fujifilm FinePix Real 3D W3    2010

 

Po lewej "trójka" po prawej "jedynka"

  

środa, 22 grudnia 2010

Życzenia

Moi drodzy!  Jako,  że Święta tuż,  tuż,  nie będę katował Was dzisiaj stereoskopowymi "newsami" czy trójwymiarową historią.  Ani ja,  ani Wy nie macie pewnie do tego teraz głowy.  Szał sprzątania,  zakupów i gotowania udziela się każdemu i bardzo dobrze,  bo przecież tradycja w narodzie zginąć nie może!  Życzę Wam zatem wszystkiego co najlepsze,  zdrowia,  radości,  ciepła domowego ogniska i miłości.  Życzę Wam,  żeby nasze dzieci miały bogatych rodziców.  Życzę Wam,  żeby nasze czworonogi chodziły zawsze szczęśliwe i nakarmione,  a bateria napędzająca ich mechanizm machania ogonem nigdy się nie wyczerpała.  Życzę Wam,  żeby słowo "człowiek" naprawdę brzmiało dumnie.  Pozdrawiam serdecznie, Tomasz.

 

I w ten właśnie sposób pogodziłem swoją pasję z moją profesją.  Ciekawe co usłyszę w Wigilię?

piątek, 17 grudnia 2010

Von Daguerre bis heute - ciąg dalszy

Równo dwa lata temu (19. 12. 2008r.) pisałem o  książkach autorstwa Hansa Dietera Abringa pod tytułem "Od Daguerra do dzisiaj".  Chwaliłem się wtedy dwoma częściami tej publikacji.  Jakieś dwa tygodnie temu (co mnie tak te dwójki prześladują) udało mi się kupić część trzecią,  wydaną w 1985 roku.  W książce tej fotografia stereoskopowa jest wybitnie faworyzowana bo zajmuje 96 stron z 260.  Podobnie jak w poprzednich częściach autor opisuje stare aparaty ale oprócz nich pokazuje stereoskopy i rzutniki 3D oraz zapoznaje czytelnika z historią obrazowania stereoskopowego.  Warto przy okazji tego wydawnictwa parę słów poświęcić autorowi,  wybitnemu znawcy tematu i kolekcjonerowi.  Hans Dieter Abring urodził się 25 czerwca 1934 roku w Wanne - Eickel.  Tutaj dorastał i uczęszczał do szkoły.  Już jako dziecko zafascynowany był fotografią,  a swoje pierwsze zdjęcie zrobił jak miał siedem lat.  Pasja kolekcjonerska zaczęła się w 1948 roku,  kiedy dostał od matki w prezencie pierwsze osiem aparatów.  W 1952  razem z innymi pasjonatami założył w swoim rodzinnym mieście Photo Film Club,  którego przez parę dobrych lat był prezesem.  Fotografia nie była jednak źródłem jego utrzymania.  Hans Dieter Abring był przemysłowcem,  ale cały swój majątek inwestował w swoje fotograficzne hobby.  W 1980 roku kupił przepiękny zamek Horst Steele w Essen w Zagłębiu Ruhry by już osiem lat później (jesienią 1988 roku)  spełnić swoje największe marzenie.  Otworzył tam prywatne muzeum,  gdzie zgromadził bezcenną kolekcję aparatów,  kamer i całego osprzętu niezbędnego w pracy fotografa.  Wśród aparatów bardzo dużą część stanowiły aparaty stereoskopowe .  Wszystkie one trafiły na strony czteroczęściowej monografii "Von Daguerre bis heute".  Pan Abring zmarł nagle 29 sierpnia 2000 roku w wieku 66 lat.   Zapytacie pewnie co się stało z kolekcją?  Według informacji,  które znalazłem w internecie,  niewielką jej część można oglądać do dzisiaj.   A gdzie jest reszta?  To ci zagadka...


 

Trzecia część dzieła Hansa Dietera Abringa "Von Daguerre bis heute"   1985

 

Strony ze starymi stereoskopami...

 

...i aparatami wielkoformatowymi.

niedziela, 12 grudnia 2010

Znajomi z trzeciego wymiaru

Mimo niesprzyjającej aury dzielnie dojechałem w czwartek 9 grudnia do Fotoplastikonu Warszawskiego na otwarcie wystawy zdjęć autorstwa Krzysztofa Gajewskiego i Macieja Szala "Znajomi z trzeciego wymiaru".  Wystawa ta,  to portrety osób w większym lub mniejszym stopniu związanych z tym magicznym miejscem.  Zobaczyć więc można ludzi dla których Fotoplastikon to wspomnienie z dzieciństwa,  ludzi dla których Fotoplastikon to miejsce pracy,  autorów lub członków rodzin autorów pokazywanych w fotoplastikonie zdjęć,  artystów,  aktorów,  pisarzy,  ludzi kultury i wszystkich "fotoplastikonowo pozytywnie zakręconych".  Wernisaż otworzyła Dorota Niemczyk z Muzeum Powstania Warszawskiego.  W kilku słowach przedstawiła autorów stereopar,  po czym oddała im głos.  Po ich wystąpieniach maszyna ruszyła i przy akompaniamencie piosenki "Fotoplastikon" licznie zebrani goście poznali "znajomych z trzeciego wymiaru".  Miło mi donieść,  że w tym doborowym towarzystwie znaleźliśmy się i my,  to znaczy członkowie Polskiego Klubu Stereoskopowego.  Niewątpliwie bardzo sympatycznie jest zobaczyć swoją facjatę obok portretów osób medialnych,  znanych z telewizji,  gazet czy radia.  Za takie dowartościowanie wypada podziękować pomysłodawcom wystawy,  jej organizatorom i oczywiście autorom zdjęć,  co niniejszym czynię.  Mam nadzieję,  że dzięki takim wystawom systematycznie przybywać będzie pasjonatów trójwymiaru,  a znajomi naszych znajomych staną się naszymi znajomymi!
  
  
Plakat wystawy "Znajomi z trzeciego wymiaru".

 
Autorzy zdjęć Maciej Szal i Krzysztof Gajewski.

 
Członkowie Polskiego Klubu Stereoskopowego.

 
Borys Wasiuk - pomysłodawca i ojciec PKS-u.

 
A tego gościa też skądś znam!
 

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Bajki na Mikołajki

Z okazji "Mikołajek" Warszawski Fotoplastikon przygotował bardzo miłą niespodziankę dla naszych milusińskich.  5 grudnia na specjalnie przygotowanej wystawie można było obejrzeć stereoskopowe bajki z lat siedemdziesiątych XX wieku.  "Czerwony Kapturek",  "O rybaku i złotej rybce" czy  "Śpiąca Królewna" to tylko niektóre tytuły,  które bawiły w trójwymiarze pokolenie obecnych pięćdziesięciolatków.  Oryginalne stereopary (formatu małego obrazka) pochodzące z mojej kolekcji,  zostały zeskanowane przez panią Agnieszkę Siek z Fotoplastikonu,  po czym obrobione komputerowo i wydrukowane.  Dzieciaki miały nie lada uciechę.  Kątem oka obserwowałem  i ich rodziców,  którzy  także z przyjemnością oglądali stereoskopowe fotki i czytali swym pociechom wiersze będące opisami prezentowanych zdjęć.  Ja,  jak przystało na dobrego ojca oczywiście przyprowadziłem na pokaz synków.  Co prawda zbliżają się powoli do trzydziestki,  ale zawsze to dzieci.  W podzięce za fajną wycieczkę zabrali mnie potem na piwo!  Dobrze być tatą!

 

Żeby nie było,  że sam sobie to wymyśliłem.

 

Czerwony Kapturek.

 

O rybaku i złotej rybce.

 

Pani Agnieszka,  sprawczyni tej mikołajkowej niespodzianki.

 

P.S.  A już w czwartek 9 grudnia nowa wystawa "Znajomi z trzeciego wymiaru". Wernisaż o godzinie 18,00 w Fotoplastikonie.  Jak śnieg mnie nie zasypie,  też tam będę!

 

czwartek, 2 grudnia 2010

Stereoscopes - The First One Hundred Years

Stare,  chińskie powiedzenie mówi,  że "Za pieniądze kupisz książkę a nie wiedzę".  Z drugiej zaś strony,  jeżeli masz już tę książkę,  nic nie stoi na przeszkodzie,  by posiąść wiedzę w niej zawartą.  No,  może wyjątkiem jest sytuacja,  gdy tak jak ja,  jest się człowiekiem "lingwistycznie upośledzonym".  A dlaczego o tym piszę?  A no dlatego,  że zdobyłem parę dni temu fantastyczny album "Stereoscopes  - The First One Hundred Years",  wydany w Stanach Zjednoczonych w 1996 roku.  Książka ta to prawdziwa kopalnia wiedzy dla tych,  którzy pasjonują się historią obrazowania stereoskopowego.  Absolutnie nie przeszkadza mi fakt,  że ni w ząb nie rozumiem po angielsku.  Bogactwo ilustracji całkowicie zastępuje mi treść!  Zresztą (tak jak kiedyś pisałem) mam brata,  który "spika", "szprecha" i "gawari" i w razie jakichkolwiek problemów tłumaczenie mam szybko i fachowo,  za co mu bardzo jestem wdzięczny.  Wacław (mój starszy brat) regularnie czyta moje wpisy stąd ta wazelinka...  Wróćmy jednak do albumu. Autorem jego jest nieżyjący już niestety Paul Wing (1913-2002) - człowiek historia,  wybitny praktyk i teoretyk 3D,  były wieloletni prezes ISU, członek Towarzystwa Fotograficznego Ameryki Pólnocnej.  Pan Paul,  z zawodu inżynier chemik,  ponad pół życia poświęcił swojej największej pasji - fotografii stereoskopowej.  Jego doświadczenie fotografika 3D i kolekcjonera stereoskopów,  grafik,  reklam i wzorów patentowych urządzeń stereoskopowych zaowocowało tym przepięknym wydawnictwem.  W środku znaleźć można 700 fotografii, rysunków i grafik,  które zabierają nas w niesamowitą podróż w czasie od pierwszych prymitywnych ale jakże cennych stereoskopowych dagerotypów po następne coraz to doskonalsze obrazy trójwymiarowe i sprzęty do ich oglądania.  Książka pana Winga to istna "Biblia" historii fotografii stereoskopowej.  To coś,  co każdy zarówno początkujący jak i zaawansowany w temacie zdjęć 3D posiadać powinien.  Krótko rzecz ujmując,  jest co pooglądać,  jest co przeczytać,  jest czego pozazdrościć i jest się z czego uczyć.

 

Stereoscopes  - The First One Hundred Years         1996

 

 

London in 3D - litewskie anaglify.

Kolejny album zdjęć stereoskopowych, którym chciałbym się z Wami podzielić, to "London in 3D". Tytuł ten już parokrotnie przewijał...