poniedziałek, 29 sierpnia 2016

TDC Stereo Vivid 116

Dzisiaj coś dużego kalibru. Oto amerykański rzutnik stereoskopowy TDC Stereo Vivid 116 z 1956 roku. Urządzenie to zostało wyprodukowane przez Three Dimension Corporation Co. w Chicago dla firmy Bell & Howell. Rzutnik przeznaczony został do obsługi slajdów stereoskopowych naświetlonych na filmie małoobrazkowym. Specjalna prowadnica suwakowa pozwalała na zastosowanie zarówno pojedynczych ramek (pełnych klatek) jak i ramek stereoskopowych formatu 41 x 101 mm. Tak więc mimo, że TDC Stereo Vivid pomyślany był do oglądania zdjęć robionych aparatami TDC, można było nim oglądać fotki „strzelone” innymi aparatami „stereo” (Belplasca, Realist czy aparaty typu RBT). Projektor jak na amerykańskie warunki przystało zasilany był prądem zmiennym o napięciu 110 voltów.  Wyposażono go w dwa obiektywy (anastgmaty) 5f / 3,5 oraz dwie 500 watowe żarowki. Pomiędzy żarówkami a obiektywami zamocowano po trzy potężne soczewki oraz filtry polaryzacyjne, a każda z żarówek była osobno chłodzona przez ogromny wentylator. Całość zapakowana w drewnianą skrzynię ważyła „słusznie”, przez co wskazane były projekcje domowe, bo nikomu nie chciałoby się taszczyć takiego ciężaru do sąsiada czy na jakieś „stereo-party”. Żeby uzyskać efekt trójwymiarowy niezbędne były jeszcze okulary polaryzacyjne liniowe (dostałem je w komplecie) i metalizowany ekran (posiadam, ale nie tej firmy). Jak tylko zdobędę jakiś transformator na 110 voltów sprawdzę czy mój rzutnik działa. Przed wysłaniem z USA żarówki i ich chłodzenie działało bez zarzutu. Mam nadzieję, że transport morski nie wpłynął źle na ich samopoczucie (choć soczewki były mocno poprzestawiane) i cały rzutnik będzie jeszcze długo funkcjonował obok podobnych tego rodzaju urządzeń z moich zbiorów.

tdc01

Zgrabna skrzynia, a w środku...

tdc02

TDC Stereo Vivid 116        1956.

tdc03

Tutaj z założonym suwakiem na ramki.

tdc04

Światło dwóch 500 watowych żarówek wzmacniają po trzy potężne soczewki.

tdc05

Tymi pstryczkami włączamy żarówki. Otwór poniżej to gniazdo zasilania.

wtorek, 23 sierpnia 2016

Znalezione na www.demotywatory.pl

Tak króciutko, w temacie mojego zawodu i w temacie trójwymiaru. Pozdrawiam!

1416875007_02lxyc_600

Tylko będzie odwrotnie widział, bo czerwone powinno być po lewej stronie!  :)

(źródło - www.demotywatory.pl)

wtorek, 16 sierpnia 2016

Izrael w trójwymiarze

Kto chce bez wychodzenia z domu zwiedzić Izrael? Dlaczego pytam? Otóż  wpadła mi w ręce bardzo strannie wydana książka „Izrael w trójwymiarze” („Israel in three dimensions”). Album powstał w 1998 roku, z okazji pięćdziesiątej rocznicy powstania państwa Izrael.  Choć cała książka została opracowana i wydrukowana w Hajfie, to autorem większości trójwymiarowych fotografii jest pochodzący z Leutkirch Niemiec, Hermann Muhler. Większości, ponieważ są i anaglify dwóch izraelskich fotografów (Gedi Geffen i Boaz Muallem). Na 180 pełnokolorowych anaglifach obejrzeć można pejzaże, portrety ludzi, nową i starą architekturę, ciekawe miejsca, dzieła sztuki, faunę, florę oraz liczne zabytki, czyli wszystko to, co turysta chciałby zobaczyć. Zdjęcia podpisane są w dwóch językach – angielskim i hebrajskim. Album jest bardzo ładnie skomponowany, ale nie byłbym sobą, gdybym do czegoś się nie przyczepił. Pełny kolor w anaglifach sprawia, że w niektórych przypadkach obrazy są niezbyt przyjemne w oglądaniu. Drażnią duchy, drażni nienaturalna czerwień przefiltrowana przez okulary, ale w większości zdjęcia są bardzo ładne. Warto pooglądać, warto zwiedzić Izrael w 3D!

izr01

Israel in three dimensions    1998r.

izr03

izr04

izr05

czwartek, 11 sierpnia 2016

Olimpijska wystawa w Poznaniu

W czasie, kiedy w Rio de Janeiro sportowcy walczą o medale, w Poznańskim Fotoplastykonie ruszyła kolejna wystawa stereoskopowych fotografii. Tym razem Galeria miejska Arsenał prezentuje zdjęcia z Olimpiady w Berlinie 1936 roku. Nieskromnie dodam, że te trójwymiarowe obrazy pochodzą z mojej kolekcji. W końcu warto sie promować! Oto co można przeczytać na stronie Galerii  Miejskiej Arsenał:  Najnowsza wystawa w Fotoplastykonie Poznańskim poświęcona jest jednemu z bardziej kontrowersyjnych wydarzeń sportowych dwudziestego wieku – XI Letnim Igrzyskom Olimpijskim w Berlinie w 1936 r. Wielka impreza, zorganizowana przez hitlerowskie Niemcy, przez cały czas trwania obfitowała w paradoksalne wydarzenia związane ze zderzeniem olimpijskich ideałów z absurdami nazistowskiej polityki. Zmagania sportowe przebiegały w cieniu antysemickich prześladowań ogarniających w tym czasie terytorium III Rzeszy. Podjęta decyzja o częściowej rezygnacji z represji w czasie igrzysk nie zmieniła rasistowskiego charakteru zawodów. Dokumentacja XI Letnich Igrzysk Olimpijskich z 1936 r. udowadnia, że w sporcie nie zawsze rządzi zasada fair play. Warto pamiętać o tym również dzisiaj i uświadamiać sobie możliwości instrumentalizacji sportowych zmagań. Dobitnie ukazują to stereofotografie z berlińskiego turnieju.  Wystawę można oglądać do 11 września 2016 roku. A jeżeli ktoś nie zdąży, zapraszam do siebie na wieś.

IMG

Stadion olimpijski w Berlinie 1936r.

IMG_0002

Płonący znicz olimpijski w trakcie konkursu skoków przez przeszkody.

IMG_0003

Dekoracja zwycięzców.

IMG_0004

A tak niemieccy kibice oddawali cześć swoim sportowcom.

piątek, 5 sierpnia 2016

"Stereoskopowe" żniwa

Kombajny poszły w ruch,  czyli rozpoczęły się żniwa! Od rana do wieczora te ogromne maszyny buczą, warczą i pracują na polach, kosząc i młócąc jednocześnie. A jak było kiedyś? Starzy rolnicy z moich terenów wspominają kosy, a ci najstarsi opowiadają nawet o sierpach.  Na maszyny stać było tych najbogatszych, a że takich tutaj nie było, można było tylko o nich pomarzyć.  A z resztą, nie ekonomicznie było używać maszyn na małych areałach. Co innego na wielkich polach niedalekiego wschodu i dalekiego zachodu. Tam to mieli maszyny! Najlepszym przykładem, niech będzie ta stereoskopowa fotografia z 1902 roku wydawnictwa Underwood & Underwood. Zdjęcie zrobione zostało w miejscowości Walla Walla, w południowo-wschodnich rejonach Waszyngtonu, a przedstawia kombajn zbożowy z hederem prawoskośnym (od razu widać, że mieszkam na wsi). Pierwsze próby budowy kombajnu zbożowego podjęto bardzo wcześnie, bo już około 1836 roku w stanie Michigan powstała pierwsza żniwiarko-młocarnia, owoc zbiorowego wysiłku famerów. Maszyna ta była połączeniem ówczesnej żniwiarki i prostej młocarni. Początkowo te urządzenia te miały za zadanie ściąć i wymłócić zboże bez dodatkowego procesu czyszczenia. Podobnie działały ówczesne młocarnie szeroko-omłotowe. Przez cały XIX wiek zmiany szły w kierunku skonstruowania przetrząsaczy wymłóconej słomy, wmontowania młynków i wialni, separatorów plew i zgonin, sortowników ziarna. Maszyny z drugiej połowy XIX wieku były baaaaardzo ciężkie i korzystały z napędu zewnętrznego. Urządzenie z fotografii obsługiwane było przez kilku ludzi i kilkadziesiąt koni i to nie mechanicznych. Żeby pociągnąć i wprowadzić w ruch wszystkie tryby, paski, przekładnie i zębatki potrzebne były dokładnie 33 (słownie: trzydzieści trzy) konie!!! Wyobrażacie sobie powozić takim zaprzęgiem? Na pewno to była wyższa szkoła jazdy. Wierzyć się nie chce, że tak było. A jednak… fotografia nie kłamie.

kombajn

Underwood &Underwood 1902

London in 3D - litewskie anaglify.

Kolejny album zdjęć stereoskopowych, którym chciałbym się z Wami podzielić, to "London in 3D". Tytuł ten już parokrotnie przewijał...