środa, 26 lutego 2014

Kawa po turecku... w Warszawie.

Dzisiaj króciutko i na temat! Jutro, to jest w Tłusty Czwartek, 27.02.2014 roku, jak już najecie się pączków, przyjdźcie do Centrum Kultury Tureckiej - Al. Jerozolimskie 55/3. O godzinie 19,00 rozpocznie się tam otwarcie wystawy "Kawa po turecku, czyli... Turecka Riwiera w 3D". Autorów 48 trójwymiarowych zdjęć z Turcji pewnie dobrze znacie, ale ich przypomnę: Krzysztof Ostrowski i Tomasz Bielawski. Będzie trochę o historii trójwymiaru, o tureckich klubach piłkarskich i o kulisach powstania wystawy. Będzie i niespodzianka! Zapraszam w swoim imieniu, Krzysztofa i organizatorów. W załączeniu plakacik i dwie fotki z wielkich przygotowań!





Krzysztof Ostrowski i Martyna Domurad z Centrum Kultury Tureckiej w trakcie mocowania zdjęć.

(fot. Magdalena Ostrowska)



Surowe oko krytyki... dobrze, może być!  :)

(fot. Magdalena Ostrowska)

czwartek, 20 lutego 2014

Media... Expert?

Do napisania dzisiejszego postu sprowokowała mnie wczorajsza wizyta w firmowym sklepie z artykułami gospodarstwa domowego i elektroniką... ale po kolei. Od poniedziałku jeżdżę codziennie z żoną do najbliższego miasta powiatowego, do szpitala na rehabilitację (ja jestem zdrowy, to żona się rehabilituje). Wczoraj miałem mało czasu między pracą a szpitalem i nie zdążyłem się przebrać. Pomyślałem, że poczekam w samochodzie, bo to i moje spodenki miały kontakt z krowimi odchodami, kurteczka pachniała oborą, a wełniana czapeczka przesiąknięta była przykrym zapachem sianokiszonki. A jednak coś mnie podkusiło, żeby wejść do wspomnianego wyżej sklepu. Stanąłem koło 55 calowego telewizora 3D i w tym samym momencie podszedł do mnie młody człowiek w żółtym, firmowym trykociku z pytaniem czy może w czymś pomóc. Zapytałem więc o ten telewizor i technologię trójwymiarową... Pan chyba wyczuł (i to dosłownie) wiochę i się zaczęło. Jak nakręcony zaczął opowiadać o telewizorze i jego możliwościach, o tym, że trafiłem na niesamowitą okazję, że akurat sprzęt jest w promocji ( faktycznie, cena była kusząca), ble, ble, ble, ble, ble, ble. Zapytał, czy miałem kiedykolwiek styczność z trójwymiarem i prawie na siłę kazał mi założyć okulary. Następnie włączył jakiś film demonstracyjny. Jak grać, to grać - pomyślałem. Byłem zachwycony obrazem, głupkowato się zacząłem cieszyć, ale równocześnie zacząłem zadawać pytania (okazało się, że za trudne) dotyczące technologii 3D. Pierwsze moje pytanie dotyczyło okularów. Na jakiej zasadzie działają? Pan odpowiedział, że filtry w okularach blokują obrazy tak, żeby do każdego oka docierał inny. Pan zobaczy! - uwielbiam tę formę zwracania się do rozmówcy. Bez okularów widzi Pan jakby podwójnie! No tak, odpowiedziałem, ale dlaczego te okulary nie mają żadnego zasilania, a w innych telewizorach są na prąd? Czy to jakaś inna technologia? Nie, odpowiedział Pan, to takie same filtry polaryzacyjne czy coś takiego, tylko zasilane z baterii. Dużo Pan wie - pomyślałem sobie - i drążę dalej temat 3D. A co to jest ta konwersja 2D na 3D? Pan się zamotał bardzo i zaczął coś opowiadać o dwóch kamerach ustawionych pod różnym kątem. No tak, mówię, te kamery tworzą taki przestrzenny obraz a konwersja? Pan mi znowu zaczyna opowiadać o kamerach. Dobra, konwersję odpuściłem. Zapytałem co w tym telewizorze mogę oglądać w trójwymiarze. Pan odpowiedział, że wszystko, bo każdy kanał TV jest nadawany w tej technologii a już najlepiej jakbym jeszcze dokupił odtwarzacz i puszczał filmy z płyt. Można i z pendrive'a - tu uśmiechnął się dziwnie, bo pewnie pomyślał, że nie wiem co znaczy. Na moje pytanie o okulary niebiesko-czerwone (przecież nie zapytam o anaglify, bo Pan może nie wiedzieć o co chodzi) Pan odpowiedział, że w takich okularach na tym telewizorze nic nie będę mógł zobaczyć, nawet, jeżeli puściłbym sobie z tej kosteczki (pendrive'a) odpowiedni obraz. To nie ta technologia. Te kolorowe okulary to staroć a telewizor jest na miarę XXI wieku! Nie dość, że 3D to jeszcze Full HD! No jak, podoba się Panu? - zapytał. Bardzo się podoba - odpowiedziałem. Jak tylko dostanę z mleczarni wypłatę za mleko to sobie taki kupię! Postałem jeszcze chwilkę przed telewizorem, pocmoktałem, podziękowałem Panu za wyczerpujące odpowiedzi i wyszedłem ze sklepu. W samochodzie jeszcze raz odtworzyłem fragmenty rozmowy... Fajny sklep! "Media" są w nim na pewno, ale co tych "Expertów"... to bym dyskutował.



To nie jest lokowanie produktu. Wprost przeciwnie!



Nie dość, że mają tu problemy z trójwymiarem to jeszcze daje się odczuć jakieś ogólne zawirowanie czasoprzestrzeni!   :-D

sobota, 15 lutego 2014

EXPO 1900 w 3D

Jakiś miesiąc temu powiększyłem znacznie swoją kolekcję stereofotografii. Kupiłem w ciemno około siedemset zdjęć, wiedząc jedynie z grubsza co przedstawiają. Nie wiedziałem w jakim są stanie, z jakiego okresu pochodzą, ani nawet jakiej są produkcji. Liczyłem na to, że wśród nich znajdzie się jakaś perełka-sterełka lub coś godnego uwagi. Po pobieżnym obejrzeniu wszystkich stereopar i posegregowaniu ich na lepsze i gorsze, zacząłem uważnie przeglądać te lepsze. Oczywiście to przeglądanie trwa do dziś, ale już teraz mogę Wam kilka interesujących rzeczy pokazać. Zacznę może od serii (niekompletnej niestety) fotografii dokumentujących Wystawę Światową w Paryżu - EXPO 1900.  Wystawa w stolicy Francji została otwarta 14.04.1900 roku (mimo nieukończenia prac budowlanych) przez prezydenta kraju Laubeta i jako ideę przyjęła ukazanie bilansu XIX wieku. Trwała od 15.04 do 12.11. 1900 i obejmowała teren 120 hektarów w samym Paryżu i 110 hektarów w Vincennes, gdzie prezentowano osiągnięcia kolei żelaznej, ogrodnictwa, a także zorganizowano zawody sportowe i pokaz automobili. Perypetie związane z organizacją owego przeglądu osiągnięć cywilizacyjnych zaczęły się już wcześniej, gdy cesarz Wilhelm planował wystawę w 1900 roku w Berlinie, lecz Francja zdołała go wyprzedzić, bo obwieściła urządzenie tego święta nauki i techniki w lipcu 1892 roku. Już w 1896 parlament francuski uchwalił ustawę dotyczącą wystawy, która powinna przedstawiać osiągnięcia XIX wieku. Od początku zatem kładziono nacisk na to, by wszelkie aspekty wystawy przekraczały swoim splendorem i rozmiarami to wszystko, co można było obejrzeć na jej poprzedniczkach. Głównym hasłem miała być gloryfikacja postępu ludzkości i temu zadaniu służyły nie tylko pawilony krajowe wzniesione specjalnie na wystawę, ale także hale maszynowe, pokazujące osiągnięcia techniczne w praktyce, a maszyny – w ruchu, gdyż elektrotechnikę określono wtedy szumnie „nerwem życia”. Na zwiedzających, a było ich grubo ponad 50 milionów, czekały atrakcje przygotowane przez 58 krajów, które zaprezentowały swoje osiągnięcia w 18 grupach tematycznych i w 121 kategoriach: w sztuce, technice, nauce. Polacy także zaprezentowali własny dorobek, choć niestety nie pod szyldem swojej ojczyzny. Swoje osiągnięcia zaprezentowała kopalnia soli w Wieliczce, pokazując m.in. naturalnej wielkości kopię ołtarza głównego kaplicy św. Antoniego wyrzeźbioną w soli przez Józefa Markowskiego (rzeźby można dziś oglądać w kaplicy św. Jadwigi). Zaprezentował się także przemysł włókienniczy z Łodzi, przemysł górniczy z Zagłębia Dąbrowskiego, a także zakłady chemiczne w Mościskach. Jako ciekawostkę przedstawiono historyczną walcownię żelaza z Sielpi Wielkiej (kieleckie).Wszelkich atrakcji było tak wiele, że złośliwi nadali wystawie miano „Światowej Budy Tandeciarskiej”. Przyczynił się to tego fakt, że wystawie towarzyszyły wszelakie parki rozrywki i inne jarmarczne atrakcje, a także wykorzystanie elektryczności w obiektach wystawowych, których architekci bez ograniczeń wykorzystywali różnorodne formy tego nowoczesnego oświetlenia. Już plany organizacyjne przewidywały tyle ekspozycji, że niemożnością było zmieścić je w jednym budynku, tak jak było to jeszcze w 1867r. Pominięto pomysł przeniesienia wystawy poza miasto lub pokazania tylko części przewidzianych atrakcji. Postanowiono zorganizować wszystko w centrum Paryża, ale wymagało to przebudowy miasta w okolicach Hotel de Invalides, połączenia Trocadero z Polem Marsowym itd. Podziw zwiedzających budziły niezwykłe budowle, chociażby brama główna z 36 wejściami, czy monumentalny portal, który składał się z 3 połączonych w trójkąt łuków tworzących kopułę o powierzchni 500 m2. Nad nią była wieża, zaś na jej wierzchołku – kobieca postać symbolizująca Paryż jako gospodarza wystawy. Z Zamku na Wodzie wytryskiwała na 29 metrów w górę fontanna, zaś woda, przechodząc przez żelbetonową fasadę, dzieliła się na mniejsze wodospady. Miejsce to ozdobiono sztucznymi skałami i grotami, a także postaciami ludzi i zwierząt. Spektakularnym obiektem był także Palais de l’Electricite, który jarzył się niezwykłym blaskiem delikatnej, gwiaździstej konstrukcji z żelaza opatrzonej w mnóstwo źródeł światła. Pałac wraz z podświetlanymi wodotryskami zamieniał Pola Marsowe w morze blasku. To wszystko właśnie można zobaczyć na moich trzydziestu podmalowywanych stereoparach, sygnowanych szyldem Collection Stereoscopique, Felix Potin, pochodzących z 1900 roku. Oglądając je w stereoskopie jesteśmy świadkami końca XIX wieku i możemy podziwiać efekty pracy ludzkiego umysłu i ludzkich rąk. Wszystkie te trójwymiarowe obrazy są bez wątpienia fantastycznym dokumentem ilustrującym obyczaje, kulturę i technikę tamtych czasów. Czasy bezpowrotnie minęły a zdjęcia pozostały. I za to własnie kocham fotografię...



30 stereopar z 1900 roku z Paryża.



Trocadero



Spacerujący na Polach Marsowych.



Pod Wieżą Eiffla.



Chiński pawilon na EXPO 1900.

Wykorzystano fragmenty artykułu Lidii Ciborowskiej "Wystawa Światowa w Paryżu 1900r." z nr 2 czasopisma "Wiadomości Historyczne" - marzec/kwiecień 2010.

poniedziałek, 10 lutego 2014

PinLo Stereocamera 135 - prototyp

Fotografia otworkowa, to bardzo sympatyczna gałąź fotografii. Można w nią się bawić zarówno w sposób tradycyjny jak i cyfrowy. Trzeba mieć tylko chęci i odpowiedni sprzęt. O ile chęci to nie problem (trzeba chcieć chcieć), to ze sprzętem różnie bywa. Większość zapalonych fotografów otworkowych, samemu wykonuje swoje aparaty. A mogą być one zrobione z różnych mteriałów. Czy to z puszek po napojach (nie piszę po jakich, żeby nie być posądzonym o kryptoreklamę), czy z gotowych opakowań po czekoladkach (też nie wymienię nazwy), czy też z osobiście wystruganych i sklejonych pudełeczek o czasami bardzo wyszukanej wielkości i kształcie. By dojść do perfekcji, sprzęty wciąż się udoskonala, ucząc się na błędach (przede wszystkim swoich). Czy pamiętacie aparaty 3D autorstwa Janusza Brzezickiego z Gliwic, które pokazywałem w blogu? Nie od razu jego konstrukcje były tak dobre jak te. Dzisiaj zobaczycie jego pierwszy dwuotworkowy aparat na film małoobrazkowy. Niby wszystko fajnie. Estetycznie sklejony prostopadłościan, przysłona 170, baza 65 mm, całość wybejcowana mahoniową bejcą i polakierowana lakierem bezbarwnym. Na pierwszy rzut oka wszystko cacy... A jednak nie do końca. Na filmie małoobrazkowym nie ma oznaczonych klatek tak jak na dużym obrazku. Więc jak rozwiązać problem, żeby klatki na siebie na naszły? Janusz wymyślił sobie, że jeżeli pokrętło naciągu obróci się raz (nawet specjalnie nabił na pokrętło mosiężny ćwiek), to akurat będzie klatka. Wszystko fajnie, tylko nie wziął pod uwagę tego, że nawijająca się klisza pogrubia wałek przewijający i.... kiszka. Klatki zaczynają na siebie nachodzić i nikt i nic nie może nad tym zapanować. Dopiero w kolejnym swoim aparacie (tym z gazetowym decoupage 30.11.2013) zrobił licznik liczący perforację. Mechanizm migawki też nie był od razu dopracowany. W dzisiaj pokazywanym urządzeniu była to po prostu listwa metalowa, którą przesuwało się w myśl popularnej zasady "Mania - Frania". Mimo tych niedociągnięć aparat robił zdjęcia. Przewijać trzeba było na czuja, a i tak po wywołaniu okazywało się, że czekały na nas rozmaite niespodzianki. Po prostu aparat żył własnym życiem...



Pinlo Stereocamera 135 - prototyp Janusza Brzezickiego



Nieprzewidywalny wskaźnik przesuwu filmu.



Mechanizm migawki. Prosty, ale efektywny!

środa, 5 lutego 2014

Doc McStuffins

Czy pamiętacie pokazywane przeze mnie amerykańskie View Mastery z maskami znanych bajkowych postaci? Oprócz masek produkowane były i są tak zwane przeglądarki tematyczne (to ja je tak nazwałem!). Sprawa polega na tym, że jeżeli jest jakiś popularny film, serial, bohater telewizyjny czy komiksowy, machina marketingowa uruchamia produkcję rozmaitych gadżetów (zbędnych i niezbędnych)  tematycznie związanych z danym tym czymś.  Właśnie między innymi, amerykańska stereoskopowa przeglądarka, znana od około siedemdziesięciu lat, przoduje w takim gadżeciarstwie. W 2012 roku Chris Nee stworzył serial animowany wyprodukowany przez Brown Bag Films, pod tytułem ”Klinika dla pluszaków” (ang. Doc McStuffins). Serial opowiada o przygodach sześcioletniej, afro-amerykańskiej dziewczynki zwanej Dottie McStuffinc, która prowadzi klinikę dla zabawek. Światowa premiera filmu miała miejsce 23 marca 2012 roku na amerykańskim Disney Channel. Tego samego dnia premiera odbyła się na kanale Disney Junior. W Polsce premiera pilotowego odcinka serialu odbyła się 11 sierpnia 2012 roku na kanale Disney Junior. Regularna emisja serialu rozpoczęła się 1 września 2012 roku na tym samym kanale. Rok później, bo w 2013 roku wypuszczono na rynek View Mastera z krążkiem poświęconym przygodom małej pani doktor.  Na stereoskopie (Model L) w niebieskim kolorze, projektant umieścił podobiznę Dottie z małym pacjentem a na krążkach (które kochani rodzice kupują dziesiątkami swoim dzieciaczkom) kadry z serialu. Zabawka przeznaczona jest dla dzieci od lat 3, więc z powodzeniem się na nią załapałem. Mam nadzieję, że niedługo będę miał okazję pokazać Wam inne View Mastery tematyczne. Paczka jest w drodze i przy dobrych układach dojdzie do mnie gdzieś na początku marca!



View-Master (model L) z przygodami doktor Dottie.    2013